niedziela, 20 listopada 2011

hurtem

Oooo – dawno mnie tu nie było, ostatnio doba wciąż jest zbyt krótka na to, żeby zrealizować wszystkie plany. Wygrzebuję się z różnych zawodowych dołków, co absorbuje sporo energii. Cały czas walczymy też z chorobą Pulpecji – w piątek byliśmy na kolejnych badaniach i niestety nie było już tak entuzjastycznie, jak ostatnio. Kreatynina spadła dość ładnie z 3,2 na 2,8, ale mocznik wzrósł nieznacznie z 115 na 138 mimo kroplówek. Z tego, co wyczytałam w sieci, to taki wzrost jest normalny i nawet może się mieścić w granicy błędu maszyny testującej krew, ale jednak spodziewaliśmy się jakiejś poprawy. Dostaliśmy nowe lekarstwa i przez następny miesiąc cały czas musimy Pulpecję dręczyć codziennymi kroplówkami.


Kota wygląda cudnie, jest bardzo ożywiona, kontaktowa, bawi się, gada z nami i ma świetny apetyt oraz niestety czuje się na tyle dobrze, że nie chce już współpracować w kwestii kroplówek. Cóż, trzeba zacisnąć zęby i robić swoje – zobaczymy, co będzie za miesiąc. Cieszę się tylko, że mimo dziwnych wyników Pulpecja wydaje się naprawdę korzystać z życia i na pewno nie jest w tej chwili kotem cierpiącym.

Mantra też nam sprawiła trochę niemiłych niespodzianek (problemy gastryczne), ale chyba już opanowaliśmy sytuację. Oto Mania w stanie ekstazy w pustych opakowaniach po Raffaello:


I w pozycji „stara kobieta wysiaduje":


Stach używa ile wlezie, wyżera dziewczynom ich specjalistyczne jedzonko i generalnie rządzi, ale nie wychodzi dobrze na zdjęciach, więc dziś się nie pojawi.

Robótkowo na razie nic się nie dzieje – coś tam pozaczynałam, ale leży odłogiem, bo nie mam czasu, by chwycić druty w dłoń. Gdy nie pracuję i nie walczę z kotami zajmuję się bowiem tym:


To spódnice do tańca brzucha w stylu American Tribal (ATS)uszyte ze ślicznych sari. Te powyżej nie były dla mnie, ale teraz wreszcie zabrałam się za coś dla siebie. I będzie to spore wyzwanie, bo chcę uszyć sobie zupełnie nowy kostium do ATSu, a to oznacza stworzenie:
1. Spódnicy 10-jardówki (to taka spódnica z falban, dolna ma prawie 10 m obwodu)
2. Spódnicy 25-jardówki
3. Pantalonów
4. Choli
5. Pasa
(gdyby ktoś chciał się dowiedzieć bardziej szczegółowo, jak to wygląda, to zapraszam na stronę mojego zespołu)
10-jardówka już gotowa, teraz zmagam się z 25-jardówką – mówię wam, obszycie i przymarszczenie pasa materiału o długości 25 m wymaga sporej dozy cierpliwości ;-P Oczywiście pochwalę się, gdy całość będzie gotowa. Teraz zdradzę tylko, że kostium będzie w odcieniu czarnej wiśni, szafranu i złota.

A – i jeszcze jedno – uległam presji społecznej i pofarbowałam swoje siwulce. Żartuję – presja społeczna na mnie nie działa (choć Smok i niektóre koleżanki z zespołu delikatnie próbowali mnie namówić na farbowanie). Nie potrafiłam wytrzymać tego, że wyglądałam na zaniedbaną. Zniosłabym jakoś, gdyby chodziło tylko o siwo-moje odrosty i ciemne końcówki, ale na linii styku włosów farbowanych indygo z henną i moich naturalnych indygo zaczęło złazić i ostatecznie miałam siwe na długości kilkunastu centymetrów, potem żółtawo-pomarańczowe na długości ok. 1,5 cm i dalej czekoladowo-brązowe. Okropność. I dlatego znów jestem brunetką. Wyciągnęłam jednak wnioski na przyszłość – po prostu, jeśli będę chciała zapuścić swój kolor, trzeba będzie się przemóc i obciąć na krótko. Na razie krótkie włosy nie wchodzą w grę – po prostu mi się nie podobają.

To na koniec jeszcze może trochę ciekawostek robótkowych, żeby nie było, że tylko o sobie plotę. Oto kilka moich niedawnych znalezisk – do oglądania i napawania się.

1. http://folkcostume.blogspot.com/ - świetny blog poświęcony kostiumom ludowym, głównie z Europy i Azji. Bardzo dużo ciekawych zdjęć, schematów i informacji. Niejedno przeniosłabym chętnie do swoich włóczkowych projektów (świetne hafty na przykład). Dobra lektura na długie, zimowe wieczory.
2. http://threads.srithreads.com/ - tu się pewnie Brahdelt ucieszy, bo to coś dla miłośników japonizmów. Blog o japońskich tekstyliach i tradycyjnych technikach farbowania oraz ozdabiania tkanin. Świetne studium minimalizmu, elegancji i wabi sabi – nie mogłam oczu oderwać.
3. http://soulofmaia.blogspot.com/ - piękne zdjęcia, piękna biżuteria, wyjątkowo subtelne zestawienia kolorów i mam ochotę zrobić sobie takie koraliki.
4. I na koniec Ysolda pokazała właśnie proces farbowania włóczek za pomocą indygo – i aż mnie skręca, żeby spróbować – dlaczego życie jest takie krótkie i człowiek nie nadąża z realizacją swoich marzeń i projektów różnych?

PS: Zapomniałam, zimowe wydanie Twist Collective - inspirujące :-)

5 komentarzy:

chmurka pisze...

Trzymam kciuki za koty, i za to żeby się poukładało, pozdrawiam

Zulka pisze...

Koty cudne, spódnice cudne, linki ciekawe :) Trzymam kciuki!

Intensywnie Kreatywna pisze...

Spódnicowe materiały mnie zachwyciły. Co do farbowania - ja się trzymam postanowienia - farby precz - ale nie mam problemu z odrostami po farbowaniu. I bardzo mnie cieszy, że Pulpecja trzyma się w formie (a wynikami się nie przejmujcie, bo dokładnie tak jak pisałaś, granice błędu są spore, wiemy coś o tym po naszych przeprawach z jednym z poprzednich kotów).

atteo pisze...

Kociaki przesłodkie. Niech zdrowieją:)

Brahdelt pisze...

Może to jest tak, że wyniki swoje, a kota swoje, i tak naprawdę nie czuje się tak źle, bo przecież byłoby to po niej widać. W każdym razie buziaki i głaski dla wszystkich kotów, dla Stanisława również, mimo, iż niefotogeniczny. ~^^~
Za polecenie bloga o japońskich tkaninach bardzo dziękuję, ale również za tego z kostiumami ludowymi, oczu nie mogę oderwać od tych haftów!
Jak sobie wyobraziłam zestawienie kolorystyczne Twojego stroju do tańca, to już mi się bardzo podoba, szyj i pokazuj! *^v^*