poniedziałek, 4 lipca 2011

Ogarnianie świata

Mam sporo zainteresowań. Na tyle dużo, że często brakuje doby, żeby zrobić wszystko, na co mam ochotę. Nie chcę się ograniczać, świat jest zbyt ciekawy. Dlatego ostatnio szukam tych elementów życia, które zabierają mi czas zupełnie niepotrzebnie i próbuję je zmienić. Wszystko zaczęło się od lektury książki „Sztuka prostoty” Dominique Loreau, która mnie zafascynowała, choć z częścią tez w niej postawionych nie do końca się zgadzam. Wracam do niej często, by zmotywować się do zorganizowania świata wokół mnie. Bo to właśnie bałagan i chaos kradną mi dużo czasu i drenują mnie z energii. Powolutku zaczynam wszystko porządkować, upraszczać, myśląc jednocześnie o tym, by nowe rozwiązania funkcjonalne. Gruntowny remont, jaki właśnie prowadzimy w mieszkaniu tylko mi w tym pomaga.

Namiętnie czytam blogi, które prezentują różne ciekawe rozwiązania. Prawdziwą kopalnią wiedzy okazał się Sew Many Ways. Jego autorka to niezwykle twórcza osoba dzieląca się mnóstwem pomysłów, jak w tani sposób i z dużym udziałem recyklingu upiększyć nasze otoczenie i sprawić, że będzie lepiej zorganizowane. Polecam zrobić sobie duży kubek ulubionego napoju i spędzić z Sew Many Ways popołudnie, albo dwa – na pewno was zainspiruje.

Dość ciekawy jest także Delicously organized, choć ten akurat zawiera raczej fotki podpatrzone w magazynach i czasopismach, a w mniejszym stopniu triki DIY.

A ze Smokiem zdecydowaliśmy, że po remoncie kuchni i łazienki i małej reorganizacji zrobimy w kuchni taki "warsztat", gdzie będę miała maszynę do szycia, akcesoria dziewiarskie i krawieckie itp. (w kuchni nie dlatego, że mój luby uważa ją za najlepsze miejsce dla kobiety, tylko dlatego, że ujawniło się nam tam niezagospodarowane miejsce w sam raz na taki kącik). Smok zaprojektował nawet już specjalne biurko z zasuwaną roletą, żebym mogła zamknąć je, jeśli akurat będę miała „na maszynie” jakiś rozgrzebany projekt. A ja zobaczyłam ostatnio w gazetce Lidla coś, co pasowało jak ulał do tego kącika – skrzyneczkę dla majsterkowiczów, ale umyśliłam sobie, że posłuży mi do zupełnie czego innego.


Kupiłam dwie (niecałe 35 zł/szt.) – w jednej poukładałam akcesoria krawieckie – nici kolorami, koraliki wg. rodzajów, gumki, szpilki, igły, monetki do naszywania itd. – każda rzecz ma osobną przegródkę. W drugiej skrzyneczce umieściłam biżuterię – tę „prywatną” i tę „sceniczną”. Nareszcie nie muszę biegać po całym mieszkaniu, by skompletować zestaw na występ, ani wyplątywać bransoletek z łańcuszków itp. Pierścionki mają swoją przegródkę, bindi swoją, bransoletki osobno, naszyjniki też – żyć nie umierać. I wiecie co? – kupię jeszcze trzecią, bo trzy skrzyneczki w sam raz zmieszczą się na ścianie nad moim nowym biurkiem :-)

4 komentarze:

Brahdelt pisze...

Obawiam się, że mój czas pożera głównie... siedzenie przed komputerem. ~^^~ Ale do polecanego przez Ciebie pierwszego bloga zajrzę, przyda mi się małe szkolenie z ogarnięcia świata wokół mnie!

Zulka pisze...

Słyszałam już o książce „Sztuka prostoty”. Chyba pora ją przeczytać :)

tatsu pisze...

Oj, wiem, co to bajzel podczas prac wszelakich, kiedy brak do tego jednoznacznie przeznaczonego miejsca. Motki, lucety, sznurki, igły, nici, materiały, krajki oraz resztki ww. walają się po calutkim pokoju, jeśli nie domu.
Co z tego, że mam pudełek, organizerów od groma, kiedy wszystko i tak muszę mieć pod ręką :P
Na drukarce - pudełko z nićmi, takie małe,przenośne, na turnieje.
Pod drukarką - duży rozsuwany organizer z resztą nici, igieł, motków itp. rzeczy.
Na biurku - istny chaos: lucet konkuruje o miejsce z myszką, komórka została przywalona dwoma motkami uplecionych sznurków, kubek z herbatą przeciska się między motkami bawełny i wełny, i kordonka...
No bo cóż... jestem kobieta pracująca ;)

Zapraszam serdecznie na moje blogi: http://cosel.pinger.pl/ i http://tatsu.blog.onet.pl/

Khetra pisze...

Na mnie też "Sztuka prostoty" zrobiła wrażenie. Przyznaję, że kiedy pierwszy raz ją przeczytałam, moja reakcja była dość emocjonalna i negatywna. Na zasadzie "co ona w ogóle sobie myśli". Sięgnęłam po książkę jednak jeszcze raz, potem następny i teraz zaglądam do niej bardzo często.
Pozdrawiam.