wtorek, 25 marca 2008

raks sharki


Raks sharki – czyli taniec orientalny, u nas dość mylnie zwany tańcem brzucha. To co zaczęło się dla mnie jako kaprys, żart staje się coraz większą namiętnością. Kręcę biodrami już nie tylko na zajęciach, ale i w domu, trenuję shimmy prasując, kręcę ósemki krojąc warzywa na obiad i żałuję, że nie wszystkie figury można ćwiczyć na przykład w kolejce ;-) Czuję się jakoś tak bardziej kobietą, mimo że jeszcze nie potrafię tańczyć, a jedynie wykonuję niektóre ruchy. Są urocze, seksowne, ale nie wulgarne – zaczęłam się prosto trzymać, zwracać uwagę na to jak się poruszam. I te stroje – bardzo mi się podobają – na zdjęciu widzicie fragment mojej chusty to tańca – te śmieszne pieniążki zwane przez niektóre dziewczyny „peniskami” (to z czeskiego ;-P) subtelnie pobrzękują przy każdym ruchu, pięknie go przy okazji podkreślając. Nie ma co kryć, wciągnęło mnie na amen – a najbardziej kiedy zobaczyłam tę panią – Rachel Brice – supergwiazdę tańca brzucha.

Tańczy w stylu zwanym tribal fusion, czyli nie klasycznej odmianie, lecz mieszance stylów wymyślonej w Stanach Zjednoczonych, w której znaleźć można także elementy tańca współczesnego, flamenco i tańców rytualnych z różnych stron świata. Ja uczę się klasycznego tańca orientalnego – z figurami, jakie są typowe dla tego tańca w Egipcie, ale fascynują mnie jej wężowe ruchy i absolutna kontrola nad własnym ciałem.

Tańczy już kilkanaście lat przy okazji ćwicząc jogę i myślę, że bez tego nie potrafiłaby tak perfekcyjnie używać poszczególnych mięśni. I wiecie co? Może to wariactwo, ale rozmyślam o zapisaniu się na kurs jogi 
Marzę o tym, żeby pewnego dnia wykonać taką perfekcyjną falę brzuchem jak Lady Blue na filmiku poniżej …

2 komentarze:

Pluszowo pisze...

Powiem tylko jedno: WOW ;) Szczegolnie w kwestii tej fali. Niestety, potrafie zrobic tylko jedna czesc takowej - moment, kiedy brzuch jest najbardziej wypiety ;P

anavilma pisze...

Ojej, jestem pod wrazeniem ... :)