czwartek, 26 lutego 2009

Śmierć przez falbanki, czyli o nerwach szyciem zszarganych…


Po czterech dniach walki skończyłam szycie spódnicy na występ. Jest piękna.. i ciężka ;-P Chyba już nigdy się na coś takiego nie porwę, niedoświadczona krawcowa i cienka satyna to nie jest dobre połączenie (ale chciałam mieć spódnicę, jak większość dziewczyn w mojej grupie, żeby nie odstawać, stąd satyna). Kupiłam sobie specjalną stopkę do maszyny służącą do marszczenia falbanek – stopka poddała się po pierwszej falbanie i nie chciała współpracować. A ja zaskoczyłam samą siebie – potrafię cierpliwie dłubać szydełkiem koronkę irlandzką kilka miesięcy, potrafię pruć jeden sweterek sześć razy i ani pisnę, a nieposłuszeństwo maszyny do szycia doprowadza mnie do amoku i szału w pięć minut ;-/ Rzadko klnę, ale w niedzielę, w powietrzu gęsto latało „mięso” ;-) Do tego koty oczywiście uważały, że to całe zamieszanie, dużo nitek i pasków materiału to specjalnie dla nich… do zabawy. W końcu okazało się, że najlepiej sprawdzają się stare, ręczne metody. Falbanę mierzącą 12 metrów rozwiesiliśmy ze Smokiem wzdłuż mieszkania – zahaczając ją o klamki drzwi naprzeciwległych pokoi – następnie wciągnęłam w nią nitkę, później ciągnąć za nią wspólnie umarszczyliśmy falbanę, następnie przypięłam ją szpilkami do poprzedniej falbany i przyszyłam. Ostatnia falbana – ta mierząca 25 metrów została od razu ręcznie przyfastrygowana w zmarszczeniu do poprzedniej falbany. Smok zauważył, że falbana ta ma długość przeciętnego basenu pływackiego, więc okazuje się, że wliczając obrębianie, wykończenie brzegu i wszycie obszyłam już kilka basenów pływackich ;-P Przy okazji – stopka do wąskiego obrębiania tkaniny sprawdziła się idealnie.
Zdjęcie jest fragmentaryczne, bo po pierwsze nie chce psuć niespodzianki, bo mam zamiar zamieścić tu zdjęcia z występu w pełnym „rynsztunku”, a po drugie w moim domu nie ma takiego planu zdjęciowego, który by pozwolił spódnicę objąć w całości ;-P
A dziś walczę z pasem i choli – no i z pracą – wydawnictwo mnie wyklnie, powinnam tłumaczyć, tłumaczyć – ale co tam – coś wymyślę, najwyżej w przyszłym tygodniu nie śpię ;-P

9 komentarzy:

Brahdelt pisze...

Absolutnie się z Tobą solidaryzuję w niecierpliwości do maszyny do szycia, też tak mam! Ile to razy chciałam już rzucić szycie w kąt i tylko stoicki spokój Roberta mnie od tego powstrzymał, bo on ma do maszyny wielką cierpliwość. *^v^*
Wielce jestem ciekawa całości kostiumu, z niecierpliwością (ale i zrozumieniem ^^) poczekam na zdjecia z występu.

Dziabnięta pisze...

Boszszsz ,myślałam,że uciekłaś z kraju i poprosiłaś o azyl polityczny na wyspach Bora-Bora.
Teraz się nie dziwię ,ale podziwiam. U mnie maszyna już wylądowałaby w ogródku,a z satyny możnaby było zrobić pompony dla tych takich co skaczą na meczach.
Szacuneczek psze Pani:)

Herbatka pisze...

Brahdelt - to faceci chyba tak mają, bo Smok też wpływał na mnie kojąco i wiele rzeczy mi pomógł z maszynąą wykombinować, choć sam nie szyje, a twój mąż do przecież "fachowiec" :-) pamiętam, jak pisałaś, że on te wszystkie piękne rzeczy ze skóry sam szył.
Lauro - rozważałam też Mauritus ;-P Maszyna nie wyleciała przez okno tylko dzięki Smokowi i jego stoickiemu spokojowi ;-)

Fiubzdziu pisze...

ja nawet ręcznie szyjąc dostaję amoku :P Szczerze podziwiam i nie mogę się doczekać zdjęć w całości ;]

art-glass-ak pisze...

25-metrowa falbana z satyny?!?! :-O Szaleję w ukłonach! Na samą myśl mi się słabo robi... Podziwiam Cię szczerze! Twój "rynsztunek" na pewno zrobi ogromne wrażenie! :-)

fanaberiapraga pisze...

Szczerze podziwiam.
Nie lubię tych specjalnych stopek, bo mnie raczej się nie sprawdzają :(
Jeśli kiedyś jeszcze będziesz walczyć z falbaną. Zamiast ręcznie fastygować, zszyj ją na brzegu do marszenia bardzo luznym ściegiem. Zabezpiecz jeden brzeg a następnie ciągnij za tę nić, której nie zabezpieczyłaś. Wyjdzie pięknie. W sytuacji gdy masz 25 m, zszywaj sobie 2 m kawałki. Z jednego brzegu zabezpieczaj, z drugiego zostawiaj nitki. I tak do końca.Łatwiej będzie Ci ją marszczyć i nie będzie tragedii,gdy zerwie się nitka.Brzeżek jaki pokazałaś zapowiada się rewelacyjnie!

yarnFerret pisze...

ja też cierpliwość przy maszynie tracę po paru minutach jak mi coś nie idzie, czasami to mam ochotę maszyną walnąć w ścianę, na szczęście mąż mnie jakoś wybija z destrukcyjnego transu ;)
może dla tego tak rzadko coś szyję ;D

sprezyna pisze...

Oj ja tez nie cierpię maszyny. Jestem pod ogromnym wrażeniem ciężaru spódniczki zapowiada się bardzo efektownie, już się chyba razem z Tobą zaczęłam denerwowac występem. POWODZENIA!

Pluszowo pisze...

Nonono! Straszna szkoda, że stopka do marszczenia się poddała, u mnie działa znakomicie... Ale sprawiłaś się świetnie i już nie mogę się doczekać zdjęć z występu!