piątek, 7 maja 2010

Barcelona turystycznie


Nareszcie się trochę pozbierałam organizacyjnie po przyjeździe z Barcelony :-)Postanowiłam opowiedzieć o mojej wycieczce w kilku odsłonach, bo wyjazd miał kilka zupełnie różnych aspektów. Na początek turystycznie czysto.
Barcelona mnie oczarowała wszystkim - przestrzenią, architekturą, sprawnym metrem, pogodą, roślinnością, atmosferą. To drugie po Pradze miasto, które od razu przypadło mi do serca. Cztery dni (niecałe, bo dwa dni spędziłam na warsztatach tanecznych) wystarczyły mi ledwo na liźnięcie całego barcelońskiego przepychu i już planuję, jakby tam powrócić ze Smokiem - tym razem tylko po to, żeby pozwiedzać, zagubić się w uliczkach dzielnicy gotyckiej, poszperać w maleńkich cudownych sklepikach, najeść się przepysznych owoców, pozwiedzać muzea. Barcelona jest przyjazna - także dla wegetarian. Polecam świetną knajpkę Juicy Jones - wygląda jakby zaatakował ją oddział grafficiarzy, ale podają tam pyszne wegańskie potrawy i soki robione na miejscu dosłownie z każdego owocu, jaki przyjedzie nam do głowy. Niedaleko jest też La Boqueria - zupełnie wyjątkowy targ spożywczy - od kolorów i smaków owoców i warzyw kręciło mi się w głowie - jeśli chcecie zobaczyć tradycyjny targ (taki, na którym nie brakuje też np ryb, mięs, słynnej hiszpańskiej szynki, a zgodnie z nazwą (boqueria = rzeźnia) także czegoś dla amatorów mocnych wrażeń: na stoiskach z mięsem widać było głowy jagniąt, całe żołądki krów itd.),to wybierzcie się tam koniecznie. W sklepikach i na małych targowiskach w okolicach Barri Gotic można kupić fajną biżuterię, buty i inne cuda. O architekturze Gaudiego w ogóle nie będę wspominać, bo nadal ją przeżywam :-)Niestety jednak do środka Sagrady Familii nie udało mi się dostać, bo akurat kładli podłogi i wpuszczali tylko umówione wcześniej, zorganizowane grupy ;:-/Ludzie są raczej przyjaźni (pakistański właściciel sklepiku spożywczego, u którego robiłyśmy zakupy, już drugiego dnia do pokwitowania za zapłatę dodawał nam darmową gumę do żucia ;-) i zgodnie z południowym temperamentem nigdzie i z niczym się nie spieszą (pan kelner w reprezentacyjnej kawiarni na ulicy Parallel niósł tacę z zamówieniem ostentacyjnie ziewając ;-P i oczywiście żadne z naszych zaplanowanych zajęć nie zaczęły się o czasie).
Kilka fotograficznych impresji z Barcelony umieściłam tutaj.
A jutro opowiem wam o tekstylno-włóczkowym obliczu Barcelony :-)

5 komentarzy:

sekutnica pisze...

a pojutrze co będzie?

Herbatka pisze...

Taneczna Barcelona :-)

tkaitka pisze...

Czarujesz! Robisz to tak pięknie,żę czaruj dalej!

Zulka pisze...

Turystyczna Barcelona przepiękna. Czekam na włóczkową i taneczną :)

edi-bk pisze...

Faktycznie Barcelona jest przepiękna, uchwyciłaś naprawdę Fajne rzeczy. Czekam na ciąg dalszy. Serdeczności.