środa, 8 kwietnia 2009

pochwała drobnych kroczków


Idea "pracy u podstaw" zawsze bardziej przemawiała do mnie, niż rewolucyjne zrywy. Okazuje się, że i w tańcu zasada ta działa w moim przypadku z dużym powodzeniem. Jednym z moich ulubionych rekwizytów w tańcu są saggaty, zwane także zillsami. To takie małe talerzyki, które zakłada się na palce i wybija się nimi rożne, mniej lub bardziej skomplikowane rytmy. Przy okazji jest to jeden z trudniejszych rekwizytów do opanowania dla tancerki orientalnej, ponieważ każde wyjście z tegoż rytmu jest wyraźnie słyszalne, no i dłonie muszą działać niejako niezależnie od tego, co czyni reszta. Okazało się, że zupełnie nie mam zdolności w tym kierunku. To znaczy, wiem kiedy gram poprawnie, kiedy nie, dobrze słyszę rytmy, ale naturalnym talentem nie nie jestem. Podczas warsztatów dla początkujących wszyscy już wykonywali proste kroki grając, podczas gdy ja stałam z boku i usiłowałam nadążyć ze stukaniem ;-) Tak się składa, że w moim ukochanym American Tribal Style saggaty są rzeczą wręcz nieodzowną, więc przeprowadziłam ze sobą "męską rozmowę" i postanowiłam wziąć się do roboty. Od dwóch tygodni wytrwale i codziennie ćwiczę grę na zillsach. Zaczęłam od podstawowego rytmu zwanego "ayub", potocznie zwanego też galopem, jest to rytm 4/4. Wydawałoby się, że prościzna, a jednak przez pierwszy tydzień udawało mi się poprawnie wystukiwać rytm jedynie w bardzo wolnym tempie. I tu objawiła się cała moc metody drobnych kroczków - wytrwałość się opłaciła. Codziennie widzę niewielką poprawę, jestem w stanie zrobić więcej, grać trochę szybciej - nawet nie wiecie, jak coś takiego buduje pewność siebie i jakiego daje kopa do dalszej pracy. Smok znalazł dla mnie freeware'owy, elektroniczny metronom, żebym mogła kontrolować tempo. W tej chwili swobodnie wystukuję ayuba w tempie 155 :-), a na początku mogłam w rytmie 120 co najwyżej. Od przyszłego tygodnia wprowadzam ruchy rąk, później podstawowe kroki taneczne itd. Dopóki nie stanę się mistrzynią. Moja definicja mistrzostwa jest następująca: powinnam tańczyć grając na zillsach tak, żeby ludziom wydawało się to super łatwe ;-)I wiecie co, to jest tego rodzaju doświadczenie, w którym sprawdza się taoistyczna zasada, że liczy się nie osiągnięcie celu, lecz sama droga do niego. Mam nadzieję, że mnie nie eksmitują z domu za to brzęczenie, koty na początku bardzo się denerwowały dźwiękiem zillsów. Mantra - moje waleczne kocię - podchodziła do mnie i usiłowała pacnąć łapą saggaty, nie bacząc na to, że były w ruchu. Jednak odkąd idąc za przykładem Kaoruaki wyszydełkowałam sobie osłonki na zillsy (patrz zdjęcie) wszyscy są szczęśliwi :-)
Mam nadzieję, że na jesień będę już "wymiatać" w tańcu z saggatami i kupię sobie wtedy w nagrodę porządne instrumenty, bo teraz mam jakieś takie "przypadkowe". A co można zrobić z nimi pokazuje zdolny bębnista pan Karim Nagi, mistrz tabli na co dzień, tutaj bawiący się właśnie dużymi saggatami.



A tak nawiasem mówiąc, kto by pomyślał, że wybierając taniec brzucha jednocześnie rozwinę się w tylu kierunkach, w końcu dzięki niemu zaczęłam szyć na maszynie, ćwiczyć jogę, a teraz jeszcze zostanę było nie było muzykiem ;-P

A z zupełnie innej beczki - trwa szalowy szał :-) Dziś dostałam paczuszkę z takim mięciutkim cudem w kolorze turkusowego błękitu. Składa się w 70% z pashiminy (czyli odmiany wełny kaszmirowej) i w 30% z jedwabiu i jest tak przytulaśny, że nie mam ochoty go zdejmować - i ten kolor (jest bardziej intensywny niż na zdjęciu, idzie w stronę "teal", czyli właśnie błękitu ze sporą domieszką turkusu).

14 komentarzy:

sekutnica pisze...

wow, i bedziesz tak brzeczec i dodatkowo tanczyc? jestem pod wrazeniem

Herbatka pisze...

No mam nadzieję, że będę - a w zasadzie taki mam cel, więc prędzej czy później do tego dojdę :-)

Brahdelt pisze...

Granie na zillsach przypomina stepowanie, tylko dłońmi, nie stopami. *^v^* Chciałabym tego kiedyś spróbować, bo podobno mam wyczucie rytmu, ale granie rękami i tańczenie cała resztą jednocześnie to już wyższa szkoła jazdy. ^^

Rene pisze...

Podziwiam za zapał i fantastyczne hobby. Szal przepiękny, kolor rewelacyjny, mogę sobie zamknąć oczy i o nim pomarzyć:)

Kath pisze...

Genialny kolor tego szala, deseń zresztą też. Dostepny w sklepach dla śmiertelników czy jakieś niszowe źrodło masz?

Herbatka pisze...

Kath, kupiłam na allegro, ale ten sklep jest też osobno w sieci: http://www.novamoda.pl/BIZUTERIA-k60-0-3-default.html

fanaberiapraga pisze...

Szal jest przecudny!!!!
Ale wybijanie rytmu, do tego każdą ręką innego jest dla mnie niepojęte!

Herbatka pisze...

Basiu, to nie jest aż tak trudne, właściwy rytm wybijasz prawą ręką, lewa tylko niejako synkopuje -prawdziwa trudność polega na tym, by dłońmi równo wbijać wybrany rytm, a resztą ciała tańcować w różnych kierunkach ;-)

sprezyna pisze...

Z Twojego opisu wynika że, to musi być łatwizna ;))))))
PODZIWIAM i gratuluję małych kroczków, jeśli człowiek potrafi je zauważyć to już jest połowa sukcesu :)))))

Blancari pisze...

Gratulacje Herbatko! :D :D

A ten facet jest dla mnie od dziś bogiem saggatów i zasiada po prawicy Izzy Bushkovski :D

Kath pisze...

Nie wiem jak Ty to wszystko na allegro wykopujesz. Dziękuję za linka - piękne szale ale Twojemu nie dorównują :)

fanaberiapraga pisze...

Herbatko,rzeczywiście piszesz jak gdyby to była łatwizna...
Pozostaje mi uwierzyć :-)

Ewa pisze...

Wielkanoc nadchodzi,
więc życzyć nie szkodzi:
Wielkiego zająca,
pisanek tysiąca,
Dyngusa mokrego
i wiele dobrego!

Zulka pisze...

Spokojnych Świąt Wielkiej Nocy!
Zulka z "Półsłupkiem, pół serio..." (pikotka.bloog.pl)