środa, 28 maja 2008

wagary

Wczoraj zrobiliśmy sobie wagary od pracy i pojechaliśmy do Łagowa. Co ja będę wam opowiadać, spacery, lenistwo na pomoście, absolutne wyłączenie z rzeczywistości i pięknie podładowane wewnętrzne akumulatory. Obrazki przemawiają same za siebie















23 komentarze:

sekutnica pisze...

cudnie, cudnie

Brahdelt pisze...

Jaka niesamowicie przecudna woda!... *^v^*

Herbatka pisze...

w Łagowie są dwa jeziora, oba polodowcowe, rynnowe na wapiennym podłożu i bardzo czyste - ten cudowny szmaragd to od wapiennego dna właśnie - w rzeczywistości kolor jest jeszcze bardziej powalający - i co mi tam błękit tropików jak mam taką zieleń pod bokiem ;-P

sekutnica pisze...

potwierdzam, jeziorka slicznie, widzialam osobiscie - czytaj Herbi mnie zawiozla swego czasu

Herbatka pisze...

i chętnie powtórzę tę akcję :-D

antosia pisze...

Z samego rana czytam serwis prasowy, jak to Polacy nie integrują się w Irlandii. A potem czytam jeden blog o pobycie na Suwalszczyźnie i drugi blog o pobycie w Łagowie i nie dziwię się tym naszym rodakom. I strasznie mi się zrobiło patriotycznie na duszy. :))

opakowana pisze...

No wlasnie, kolor wody powala....w sumie zdjecia sa tak ladne, ze rownie dobrze moglby to byc mietnik pod miasteczkiem jakims, sa takie ladne- macie talent na wyszukiwanie cudzikow!!
a Polacy sie nie integruja w Irlandii? To niech wracaja do domu, slowo daje!!! kursy waluty chyba na to pozwalaja juz...obawiam sie, ze to temat pt czerwona plachta plus byk. Mowie to z pozycji osoby, ktora juz prawie 3 dekady poza ojczyzna.
Wracajac do Lagowa i Suwalszczyzny - wszedzie sa MIEJSCA, ale sztuka jest je znalezc...i ujrzec, bo zobaczyc nie wystarczy....Herbi ujrzala swoje.

Herbatka pisze...

Stanowczo ujrzałam swoje i przeprowadzę się tam choćby na emeryturze ;-) W Polsce miejsc pięknych dostatek, szkoda, że z resztą mizeria jakaś (chodzi mi o system, politykę i tym podobne bzdury), jednak gdybym zdecydowała się opuścić Polskę, to stanowczo bym się próbowała integrować - co za sens jechać gdzieś i żyć na pół gwizdka w swoim grajdole ciągle, w swoim własnym sosie - każda kultura ma coś fajnego do zaoferowania i trzeba być głupolem ostatnim, żeby z tego nie korzystać ;-) co nie wyklucza patriotyzmu oczywiście IMHo

opakowana pisze...

No widzisz - ja bym to napisala strzsznie zawile, skomplikowanie, a Ty w paru slowach dokladnie to....slysze o dziewczynach, co zalewaja sie lzami calymi dniami, marza o chlebie polskim...nawet tak naprawde nie wiedzac, czy jest jakis dobry (choc inny) na miejscu...to wszystko na zasadzie - dlaczegu tu nie jest tak samo, jak w domu ;PPP
Choc czasem niektorzy musza wyjechac gdzies w obczyzne, zalewac sie lzami, zgrzytac zebami i dopiero wtedy docenic, co sie mialo u siebie...a nie psioczyc na innosc miejsca. po wszystkich tych latach doszlam do wniosku, ze w sumie moglabym mieszkac gdziekolwiek. jedyne prowizo , zebym alfabet znala i rozumiala ;))))za stara jestem, zeby to zaczynac od zera...
Herbi - Ty nie rob na drutach, raczej pracuj 100 godz na tydzien i to miejsce w Lagowie kup!!!!! Koniecznie

Herbatka pisze...

wiesz co, etap pracy "po korek" to chyba mam już za sobą i nawet Łagów nie jest tego wart, żeby zamiast żyć człowiek tylko w robocie siedział. Jeśli mi pisane, to kupię tam dom, jeśli nie, to trudno - Łagów od nas dość blisko, zawsze można się wyrwać ;-)

Fiubzdziu pisze...

aż się człowiekowi robi piękniej na duszy, gdy popatrzy sobie na takie piękne obrazki. Tylko tęsknota zaczyna zżerać, też się chce gdzieś wyskoczyć, a tu sesja trzyma i puścić nie chce.

antosia pisze...

Ale narobiłam tą Irlandią. Ale żeby nie było, że chowam głowę w piasek , bo nie mam bloga, to tak : jestem za integracją w miejscu , jeśli się już wyjedzie. Sama chciałam, ale druga połówka zaparła się. I też jestem na etapie, że praca po 10 -12 godzin dla korporacji/ firmy (wytrzymałam 15,5 roku)i tak w ostatecznym rozrachunku "nie opłaca się".

Herbatka pisze...

Antosia, no co ty - mu to sobie swobodnie wymieniamy myśli - nie ma "prawomyślnych" i "lewomyślnych" ;-P każdy gada, co mu na wątrobie leży i już, a że zdania odmienne - no cóż taka natura ludzka i dobrze, bo by nudno było ;-)

antosia pisze...

Herbatko,
Nabyłam styl sprawozdawczy i to właśnie takie moje gadanie. Ale teraz trochę o drutowaniu, które idzie mi znacznie wolniej. To pochwalę się, że zrobiłam córce sweter w kolorze ostatnio w tym gronie dość popularnym , bo niebieskim - morskim "raczej śródziemnomorskim". Wzór "Lucky" z archiwum Knitty. Wczoraj dostałam książkę o socksach i zabieram się za ćwiczenie skarpetek robionych od toe. :))

Herbatka pisze...

skarpetki to moja (nomen omen:-) pięta achillesowa. A niebieski morski jest po prostu cuuudny- życzę miłego drutowania :-)

opakowana pisze...

Antosia - a co Ty sie obcyndalasz! Nic takiego sie nie narobilo, peace, man, peace ;)))) ja jestem, mimo koloru wlosow, malo awanturnicza, ale mam takich konikow pare sztuk...mimo tych prawie 30 lat tu, staram sie zachowac resztki obiektywizmu do obu krajow - mnie mozna oskarzyc za to, ze nie integruje sie z nowa emigracja...owszem, tlumacze dla niej, slucham, co kto mysli, czasem sie jeze a czasem mysle - no z sensem mowi kobieta, wodki jej dac!! hehehe

Morski ciemny to nie moj, dziekuje, ja lubie wodny jak ten jeden w biezacym poscie Herbi!

Skarpetki, mniam!! chyba tez zaczne od dolu robic

Laura pisze...

Ale się rozpeplały!
Herbi-zdjęcia dech zapierają. A jak napisałaś,że jeziora polodowcowe,rynnowe i wapienne,to mi zaimponowałaś,bo ja się nie znam ni w ząb.
Żałość za polskim chlebem mnie bawi,bo mało kto już wie,jak prawdziwy smakuje. No chyba,że sobie upiecze,bo w sklepie dostanie raczej nadmuchane cóś. Mnie też wzruszają wierzby przydrożne,chabry z poligonu i dlatego nigdzie się nie wybieram. Dla samej kasy mordować się na obczyźnie i łkać w poduszkę ,to nie dla mnie. A jak ktoś emigrację dzielnie znosi,bo wie po co wyjechał,to podziwiam. Za twarde stąpanie po ziemi.
Zdrówko:))

Laura pisze...

I jeszcze jedno -koniec wagarów!
Kończ ten sweterek z łaski swojej ,bo mnie ciekawość trawi :))

Herbatka pisze...

Laura, ja jestem efekciara i lubię takie smaczki, no żeby wiedzieć coś więcej niż "ładna budowla" albo "piękne jezioro", a wagarów od robótki nie było - drutowałam w samochodzie - tylko ta włóczka cienka i się ślimaczy wszystko ;-)

Laura pisze...

Herbi,ja też lubię takie smaczki,tylko ich nie zapamiętuję. Zresztą ogólnie coś z pamięcią nie teges. Mój przyboczny-niezakontraktowany jak chce mi dopiec pyta,który król rządził najpierw- Jagiełło czy Kazimierz Wielki,albo czy w jakiej części Włoch lezy Mediolan. Nigdy nie wiem :(. Znaczy wiem,ale jak On już umrze ze śmiechu. No cóż,nie mnie bronić głębokiej prawdy o niezmierzonej inteligencji kobiet :/.
A co do cienizny. Poszłam dziś do ulubionej pasmanterii. Uparłam się na czarną sonatę,bo takie niby bolerko,niby sweterek sobie wymyśliłam. Popłakałam się ze śmiechu jak mnie sprzedawczyni od tej "cienizny" odstręczała. Udało się jej,wcisnęła mi Lukrecję,bo jak twierdzi nie może patrzeć na masochistki:)))))
Ale Himalaya Perlina wydarłam cztery motki,na tą bluzeczkę ,co mi ją Ty w łaskawości swojej...:)

Herbatka pisze...

ja mam chyba zboczenie zawodowe oraz naturalną zdolność do zapamiętywania rzeczy absolutnie zbędnych ;-)
A pochwalisz się gotowym produktem?

Laura pisze...

A owszem,chętnie,jak skończę. Nie wiem czy nie będę potrzebowała pomocy w tej romantycznej,ale obiecałaś;)

Herbatka pisze...

wiesz, gdzie mnie szukać w razie co :-)