wtorek, 10 czerwca 2008

wyciągam szkielety z szafy

Jestem ciekawska jak kot, więc mam ochotę wyciągnąć z koleżanek bloggerek (okropne słowo, brzmi jak blokers ;-P sekrety, tajemnice i grzechy. Spokojnie – nie będzie skandalu obyczajowego – interesują mnie wasze sekrety drutowo-szydełkowe, coś, czego (prawie) nikt o was nie wie, albo do czego się publicznie nie przyznajecie.

A oto moje „szkielety w szafie”:

1. Jestem włóczkową snobką. Nigdy nie kupuję sztucznych włóczek, preferuję naturalne włókna – wełnę, bawełnę, jedwab itd. Nie drutuję niczego ze 100% akrylu czy innych sztuczności. Jeśli włóczka podoba mi się beznadziejnie, a ma sztuczny dodatek, to kupuję ją tylko wtedy, gdy nie przekracza on 50%.
2. Nie potrafię robić intarsji i żakardów – wychodzą mi jakieś pościągane kulfony, a wielość różnokolorowych itek doprowadza do szału. Ale się nie poddaję ;-)
3. Nienawidzę drutów na żyłce – otrząsa mnie na sam widok – jestem chora, gdy muszę wykończyć dekolt i bez żyłki „nie da rady”.
4. Nigdy w życiu nie wydziergałam skarpetek – zupełnie mnie do tego nie ciągnie. Ten sam los mają u mnie rękawiczki.
5. W myśl zasady szewc bez butów chodzi zwykle w okresie zimowym nie mam czego włożyć na głowę, ani czym owinąć szyi i sama nie wiem dlaczego.
6. W sumie to żadna tajemnica, ale nie zbyt kontroluje swoją potrzebę posiadania wciąż nowych włóczek – mój dom zawalony jest różnego rodzaju motkami i kłębkami.
7. Nigdy nie używam drutów pomocniczych przy robieniu warkoczy i innych przeplotów, choćby najbardziej skomplikowanych – paradoksalnie łatwiej mi idzie bez nich.

To moje „7 grzechów głównych” A jakie są wasze?
(mam prośbę, jeśli ktoś zdecyduje się na udział w zabawie i opublikuje swoją listę na swoim blogu, to byłabym wdzięczna, gdyby pozostawił jakąś adnotację tu w komentarzach – nie oglądam regularnie wszystkich blogów, a bardzo jestem ciekawa waszych sekretów. Jeśli ktoś nie ma bloga, ale odczuwa potrzebę „wyspowiadania się” – to miejsce w komentarzach jest dla was :-)

6 komentarzy:

opakowana pisze...

matku bosku...grzechy - Twoje to zadne grzechy, poza wloczkami...moje:
1. Wloczek tyle, ze zapominam, co mam. Pozniej albo kupuje nastepne pol kilo i sie okazuje, albo znajduje i sie mi bardzo podoba
2. tez nigdy nie uzywalam zadnych dodatkowych drutow
3. Moja slynna sukienka szydelkowa sylwestrowa, jak mialam 18 lat. szydelko dwojka, zrobiona gora od pod biustem w gore, zrobilam tez rekawy krotkie i wykonczylam dekolot. Dydolilam az do 31 grudnia godz 20....aaa - zdecydowalam sie, ze ide na tego Sylwestra w moje urodziny czyli w polowie grudnia, no i nie mialam czego zalozyc. Sukienka wyszla takiej dlugosci, ze Babcia chciala mnie wydziedziczyc ;PPP
4. Jestem i snobka i nie wloczkowa, niektore sztuczne nie skrzypia i sa bardzo miekkie i fajne, ale w scislych sztucznosciach dusze sie, c kiedys udowodnilam, prawie mdlejac
5. Mam straszliwe opory przeciw robieniu czegokolwiek trzymajac sie wzoru z ksiazki/gazety - moja wrodzona nienormatywnosc mi na to nie pozwala...nawet, jak udaje, ze robie cos wedlug wzoru to i tak oszukuje i robie po swojemu
6. Nie umiem robic na drutach metoda angielska/am. rzucajac wloczka na druty
7. Zawsze kupuje za malo wloczki (wiec moze sie to laczy z punktem 5)
8.Ciagle zapominam, ze swetry zrobione z grubej wloczki (czyli od drutow 4 w gore) daja na mnie efekt purchawki na krotkich nozkach....
9. Tez chyba nigdy nie zrobie rekawiczek, jakos za duzo dziubdziania dla mnie, ale skarpetki baaardzo lubie robic
10. Moje dzieci, w przeciwienstwie do wielkiej ilosci dzieci, jak dorastaly bardzo byly dumne z moich dla nich wyrobow i obnosily je z duma.
11. Chcialabym umiec sprzedac jakies swoje wyroby
12. Uwielbiam druty na zylce, szczegolnie addi...poza tym w podrozy najlepsze te na zylce. Teraz druty proste wydaja mi sie za ciezkie i niewygodne...bambusowe nadaja sie tylko do niektorych wloczek...a apropos drutow to mam druty do robienia na drutach z fortepianow (jeden czlowiek myslal, ze ja myslalam o drucianych drutach fortepianowych, co sie je przykreca, jak sie stroi fortepiany....ja mowie o drutach wyprodukowanych *z* fortepianow - wie kto o jakich mowie?
13. Nienawidze drutow plastikowych cienkich - grube moga byc (lekkie)

wiecej grzechow nie pamietam, ale na pewno ich jest o wiele wiecej - w koncu drutuje i szydelkuje od...eeeeerrrr.......jakich 45 lat. No i sie wydalo ;)))))

Laura pisze...

Siedem? A proszę uprzejmie:
1.Włóczkę kupuję ZAWSZE w ilości albo za mało,albo wręcz przeciwnie. W związku z tym muszę zmienić projekt np. Zamiast długiego swetra z golfem -topik i odwrotnie.
2. Robię minimum trzy rzeczy naraz. Pięćdziesiąt procent robót nie zostaje ukończonych. Paskudne. Pruję i mam na następne pomysły.
3.Czapek ,szalików nie mam nigdy. Zatoki w stanie katastrofalnym ,a ja nadal niereformowalna.
4. Obrusy,serwety na drutach dla mnie nieosiągalne. Nie z powodu "nieumienia" Przeraża mnie myśl o kilkuset oczkach na drucie...brrr.
5.Rękawiczki pięciopalczaste wykonane ,jednak nie powaliły mnie na kolana i szlag mnie trafiał jak wypadał mi trzeci ,albo któryś drut pomocniczy. Do skarpet zabieram się jak pies do jeża. Może kiedyś.
7. Uwielbiam warkocze i też nie używam żadnych wspomagaczy. Ewentualnie zapałka, jak muszę zostawić w trakcie i lecieć,bo się ziemniaki przypalają:)).
Mogłabym jeszcze długo,ale jak siedem to siedem. Też mi się walają po domu niezliczone ilości motków. Szuflady,kosze,własna szafa. Do domu już przemycam,bo wnoszenie na bezczelnego grozi trwałym kalectwem.
Dziękuję za uwagę:)))))

Brahdelt pisze...

Moje siedem grzechów:
1. Nie umiem normalnie robić na drutach. To znaczy, kiedyś wieki temu oczek prawych i lewych nauczyła mnie mama, która robiła po swojemu, i dopiero niedawno zorientowałam się, że jak robię oczko prawe - to tak naprawdę robię oczko prawe przekręcone (through the back loop), i z lewymi tak samo... Ale tak się już przyzwyczaiłam i nie zamierzam tego zmieniać. *^v^*
2. Kiedyś myślałam, że zrobienie skarpet czy rękawiczek to umiejętnośc nie do nauczenia się! Potem spróbowałam i ... zrobiłam już kilka par skarpet i rękawic. *^v^* Te drugie stanowczo bardziej wolę od tych pierwszych.
3. Mam zawsze kilka projektów na drutach, a kiedy już jestem w połowie jakiegoś dziergania, już myślami jestem przy kolejnej robótce...
4. Często kupuję włóczkę bez konkretnego projektu na myśli, a potem znajduję model, do którego nie pasuje żadna włóczka w moim domu i muszę kupić następna partię. ^^
5. Nie wyobrażam sobie dziergania koca czy firanki - za dużo roboty!
6. Niestety nie wszystkie moje skończone modele są w użytku, nad czym ubolewam, bo staram się wybierać takie projekty, które potem będę nosić. Jednak po skończonej robótce często niby wszystko jest w porządku, ale coś mi nie pasuje i sweter leży w szafie nietykany.
7. Miałam uraz do akryli, ale ostatnio się przekonuję, chociaż nadal moim ulubionym surowcem jest wełna.

antosia pisze...

Herbatko,
Chciałabym dołączyć, ale jestem "za cienki Bolek" w porównaniu z Wami i to jest mój grzech główny.

Fiubzdziu pisze...

Moje grzechy umieściłam na blogu: fiubzdziuu.blogspot.com, serdecznie zapraszam Ciekawską :]

Kath pisze...

Ja moje też wrzuciłam na blogu - tutaj za dużo miejsca by zajęły ech..