poniedziałek, 30 czerwca 2008

trochę tego, trochę tamtego...

Weekend przeleciał mi przed oczami jak szalony. W piątek byliśmy na nocy z Poznańskim Teatrem Tańca. Świetna impreza, odbywająca się w ramach festiwalu Malta. W budynku poznańskiej szkoły baletowej na Koziej (dla niezorientowanych, to fajna, stara kamienica przy Rynku) od 21:00 do 2:00 odbywały sie non stop przedstawienia baletu współczesnego. Powtarzały się, więc chodząc od sali do sali można było obejrzeć niemal wszystkie. Bardzo nam się podobało, tym bardziej, że przedstawienia często nie były stricte taneczne, tylko zawierały elementy performance. Szkoda tylko, że były dzikie tłumy widzów, a sale maleńkie i często brak powietrza ograniczał zabawę. Jednak gdybyście kiedyś mieli okazje obejrzeć "O-zone" w choreografii Pauliny Wycichowskiej lub "Śmierć jest najszczęśliwszym celem" Krzysztofa Raczkowskiego, to naprawdę polecam.
Sobota minęła na rodzinnych spotkaniach, a w niedzielę mimo dziwnej pogody ruszyliśmy na Łagów. Woda w jeziorze była lodowata, ale nie przeszkodziło mi to w pływaniu wcale a wcale. Poza tym uraczyłam się slow-foodowo (świeżo złowiony i uwędzony węgorz, sprzedawany wprost z wędzarni), a nawet dokonałam zakupów ciuchowych. Kupiłam dwie sukienki: o taką -


a druga tez brązowa, ale lniana, tylko nie miałam cierpliwości, żeby się przebierać i obfocić ;-) Jednym słowem, Łagów jak zwykle nie zawiódł.
Tylko robótki leżą odłogiem - Smyrna chyba się nie nada do zrobienia Serenissimy, a do Celtica nie mogę się zmusić, bo ciepło strasznie, a on z grubszej włóczki ma być. I dlatego nie wiem, kiedy będzie jakiś nowy wpis na blogu - pewnie, jak przełamię lenistwo po Cottone ;-)

5 komentarzy:

sekutnica pisze...

fajna, fajna, drugiej Ci jednak nie daruje :) mowilas 2 maja byc 2 :)

Brahdelt pisze...

Wyglądasz posągowo! *^v^*
Ach, węgorz wędzony! Przydała by się wyprawa na Mazury...

anavilma pisze...

DRU-GA FOT-KA, DRU-GA FOT-KA!
Ladnie Ci w brązie :)

Herbatka pisze...

dobrze, to juro sfocę drugą, bo ona lniana i wymaga przeprasowania, a poza tym z rodzaju tych, co na wieszaku wyglądają niezbyt i dopiero "na ludziu" widać o co chodzi.
Aniu - niestety już mi wszystkie brązy nie pasują do tych ciemnych włosów, a może lepiej bo ci włóczek od Raweny nie podbieram ;-)
Brahdelt - to ta suknia ma taki krój jakiś, trochę jak ze starożytnej Grecji i figura zaraz lepiej wygląda. I nie będę się więcej znęcać opisując smak węgorza, zwłaszcza,że był tak pyszny, że wprost nie do opisania ;-)

Pluszowo pisze...

Nooo nieee, tym wędzonym węgorzem mnie zabiłaś... A mnie nie wolno nawet głupiego łososia! I na dodatek mąż mi zabronił kwaśnego mleka! Jak głupia postawiłam przed nim butelkę z, i przeczytał na etykiecie, że to z surowego, niepasteryzowanego mleka (a takie było dobre...)

To nic, jeszcze tylko 4-5 miesięcy i się nażrę surowyizny i wędzonizny, i jeszcze się kiedyś wproszę do tego Twojego Łagowa na węgorza, zobaczysz!