czwartek, 12 czerwca 2008

raz na wozie, a raz....

echhh, nie lubi mnie ten Cottonik, oj nie lubi. Myślałam, że już jestem na prostej. Nawet wczoraj mimo totalnego zawalenia pracą wygospodarowałam nieco czasu na wykończenie go. Zeszywanie boków poszło gładko, ale ramiona zeszywałam coś ze trzy razy, w tym raz tak przekręciłam robótkę, że uzyskałam coś w rodzaju wstęgi Möbiusa ;-PP A na końcu okazało się, że główki obu rękawów są o dobre 4 cm węższe od obwodu podkroju rękawów "korpusu". I mnie trafiło... Aktualnie udałam się na emigrację wewnętrzną i zamierzam się boczyć na Cottone do czasu, aż zrozumie, że i tak go skończę ;-P Może w weekend - teraz nie chce go widzieć na oczy (ale "korpus" leży ładnie).
Pulpecji też łapki opadły ...

3 komentarze:

Brahdelt pisze...

Och... To straszne... No, musi swoje odleżeć (mam na myśli sweterek, chociaż każdy kot też musi swoje odleżeć każdego dnia! *^v^*).

Laura pisze...

Zaczybam mieć wyrzuty sumienia...Gnałam Cię do tego cottonka i teraz skutki...
niedobra ja...

Fiubzdziu pisze...

Fajnie być kotem, i leżeć 23/24h. Myślę, że w poprzednim wcieleniu byłam kotem.
Po leżakowaniu może jakoś sweterek dojrzeje do bycia przerobionym.