poniedziałek, 18 maja 2009

Noc Muzeów oraz szwalnia działa na całego :-)

Byliście na Nocy Muzeów? Mnie stanie w kilometrowych kolejkach, by w tłumie obejrzeć jakąś wystawę mało pociągało, jednak wśród imprez towarzyszących Nocy Muzeów w Poznaniu wybrałam kilka ciekawostek - muzyczno-tanecznych:
- Pokaz i nauka dawnych tańców w Muzeum Narodowym,
- Koncert Balkan Sevdah w Zamku. To zespół grający bałkańską muzykę folkową, inspirowaną tradycjami muzycznymi wywodzącymi się z różnych regionów Półwyspu Bałkańskiego. Tutaj można posłuchać fragmentów ich utworów,
- występ zespołu Yankadi wykonującego tradycyjną muzykę z rejonu Afryki zachodniej na bębnach afrykańskich w Muzeum Etnograficznym (Ich muzyki można posłuchać na MySpace)

Miałyśmy się wybrać większym gronem tancerek, ale się nie udało, więc ruszyłam sama.
Zaczęłam w Muzeum Narodowym od pokazu tańców dawnych we wnętrzu z barokowymi obrazami i kompanią sarmacką, ubraną bardzo stylowo i niezwykle sympatyczną - okazało się, że się spóźniłam w sumie, bo chwilę przedtem opowiadali o swoich strojach :-/ Ale tańce były cudne - uczyliśmy się średniowiecznego branle maltańskiego, tańczonego w kole do coraz szybszego tempa i z klaskaniem - kroki prościutkie i "tuptane", ale miało to swój urok. Drugi taniec pochodził z XVII w. i był uroczy, tańczony częściowo w parach, częściowo w kole, ze zmianą partnerów, trzymaniem się za ręce w górze. Pokaz skończył się na tyle wcześnie, że wychodząc z Muzeum zahaczyłam jeszcze o część wystawy z dziełami Malczewskiego i innych malarzy młodopolskich :-)Obejrzałam też stoisko, na którym prezentowano, jak odrestaurowuje się dzieła wykonanie w technice pasteli - imponująca praca. Do Zamku dotarłam w sam raz na początek koncertu Blakan Sevdah i spotkałam się z Kaoruaki z mojego plemienia, jej chłopakiem i znajomymi. Przybyły tłumy i żeby potańczyć musiałyśmy się przebić pod scenę. Ale udało się nam (z resztą nie tylko nam) - ludzie się na nas gapili, bo oczywiście pląsałyśmy ATSowo :-) Muzyka Balkan Sevdah jest świetna. Potem wszyscy uczyliśmy się takie prostego macedońskiego tańca, przypominającego trochę "Zorbę" - chciało się go nauczyć mnóstwo ludzi, więc było wesoło. Niestety, chcąc zdążyć na afrykańskie bębny w Etnograficznym musiałam wyjść już po godzinie. Bębniarze nie spieszyli się do wyjścia, więc weszłam jeszcze do Muzeum obejrzeć wystawę tekstyliów z Laosu. Miałam ochotę zwinąć pół wystawy i wykorzystać jako kostiumy do występów z Ouled Nail :-)) Piękne tribalowe tkaniny, a do tego biżuteria - ciężka, wielka, srebrna, z cudownymi ornamentami. Tak się zagapiłam, że dopiero po chwili skojarzyłam, że koncert się już zaczął. Organizatorzy chyba nie liczyli na dużą frekwencję, bo ustawili niewielki namiot przed muzeum - namiot był tak nabity ludźmi, że widziałam tylko czubki głów muzyków i tancerki - ale kobieta szalała - tańczyła typowo afrykański taniec, do tego ubrana tylko w spódniczkę z trawy i taki hmm, jakby stanik - gratuluję odwagi i żywiołowości. I wtedy naprawdę pożałowałam, że nie było ze mną koleżanek z "trajbu" - przed namiotem na placu mnóstwo miejsca, rytmy na bębnach transowe i w sam raz do ATSowych figur - trudno mi było nogi w miejscu utrzymać. Do tego stopnia, że kiedy stałam już na przystanku przed muzeum (a koncert ciągle trwał) zauważyłam, że ludzie mi się dziwnie przyglądali. Podążyłam za ich wzrokiem, patrzę, a ja bezwiednie sobie biodrami "shimmuję" na całego :-PPP


Poza tym w weekend zdążyłam skończyć malachitową spódnicę - właścicielka zadowolona :-) Została mi jeszcze jedna, przy której muszę trochę pokombinować, żeby materiału starczyło i moje nieszczęsne haremki - kupiłam batyst, ceniutki, śliczny - pofarbowałam na kolor bordowy, ale jakiś taki sprany wyszedł w porównaniu ze spódnicą. Wczoraj zrobiłam drugie podejście do farbowania - tym razem poprawiłam czerwonym i wyszło całkiem, całkiem - teraz trzeba tylko jeszcze uszyć to wszystko ;-P


A Mantra jak widać ma już dość na głowie i musiała to wszystko przemyśleć ;-)

4 komentarze:

Fiubzdziu pisze...

koty rzadzą :D mojemu zwierzakowi mogę się przyglądać godzinami jak wymyśla sobie coraz to ciekawsze pozycje :D

Brahdelt pisze...

Och, to słońce prosto w oczy!... *^v^*
Ja w tym roku z żalem nie zaliczyłam Nocy Muzeów, jak również koncertu XIII Stoleti, który grał w sobotę w Warszawie, ale po przeprowadzce byliśmy dentki, (Robert większa dentka, ze względu na rozmiar i ilość wypitego z chłopakami piwa w ramach podziękowania za pomoc w taszczeniu pudeł... *^v^*).

maroccanmint pisze...

Byliśmy, byliśmy... Szkoda tylko, że Muzea gdańskie nie przygotowane dobrze...

Ahrana pisze...

ta spódnica w moim ukochanym kolorze, więc w całości na pewno pięknie się prezentuje:)
A biedna Mantra, legła w jedynym ,dość cichym miejscu, nie mogąc znieść nieustannego stukotu maszyny do szycia :D