piątek, 13 marca 2009

nasza mała stabilizacja

Znów bez zdjęć, bo pogoda wykonała zwrot przez sztag i za oknem buro i ciemno :-/ Mieliśmy kilka dni wczesnowiosennych, z przyjemną temperaturą, okazyjnym słońcem, przebiśniegami itp., a tu dziś rano patrzę, na dachach gruba warstwa śniegu i sypie ;-/ Oczywiście ciepło dość jest, więc sypie i topi się jednocześnie. Efekt? Drugi dzień mam pięknie wybujałą migrenę, ale się nie poddaję. Odrabiam zaległości na wszystkich polach - odgruzowałam nieco mieszkanie, uwolniłam kosz na brudną bielizną od nadmiaru "skarbów", 2 godziny "cięgiem" prasowałam to, co już czyste i wreszcie zabrałam się za "remont" siebie - manicur, pedicur, maseczki itp. - straszliwie się zapuściłam przez te parę tygodni. W niedzielę jeszcze henna z indygo na włosy, bo nie mogę patrzeć na fatalne odrosty - nie cierpię czuć, że jestem zaniedbana. Znalazłam wreszcie czas, żeby "ukręcić" sobie partię kosmetyków własnej roboty. Staram się używać kosmetyków naturalnych i bez chemicznych konserwantów - w praktyce oznacza to, że albo wydaję dużo pieniędzy na gotowe produkty, albo poświęcam czas na "ręczne robótki". Dzięki Bogini, dosłownie pod bokiem mam świetny sklep z surowcami (mazidła) i dziś powstały wreszcie - krem na noc z koenzymem Q10, krem na dzień z olejkiem z nasion malin (cudowny eliksir dla mojej skóry) i serum z ekstraktem z kory sosny. Mam nadzieję, że cera znów będzie mi wdzięczna, bo ostatnio traktowałam ją po macoszemu - miałam pod ręką jedynie jakiś uniwersalny krem z ekstraktem z brzozy (strasznie tłusty) i kumkuwadi tailum - taki ajurwedyczny olejek, który ma poprawiać stan cery, ale na mnie nie działa kompletnie.
W kwestii robótkowej - do końca Carmen brakuje mi główki rękawa, więc mam nadzieję, że o ile pogoda pozwoli, to jutro będą już jakieś fotki :-)) A na weekend planuję też szycie spodni do ćwiczeń (z myślą o warsztatach z Sharon), pokrowca na matę do jogi (tak, tak, za 2 tygodnie zaczynam regularną naukę) oraz przygotowanie wykroju do fikuśnej wersji sukienki beledi (nie dla mnie, dla koleżanki - to taka sukienka w której tańczy się raqs assaya, czyli taniec z laseczką - uwielbiam ten taniec jest taki radosny i filuterny. Gdyby kogoś interesowało, to poniżej właśnie assaya (niestety nie w tradycyjnym stroju, za to w mistrzowskim wykonaniu Izzy Bushkovsky)

8 komentarzy:

sekutnica pisze...

I Ty tak umiesz juz????? Ja chce to zobaczyć ....

sekutnica pisze...

ona sie od pasa w gore nie rusza .....

Herbatka pisze...

to się nazywa izolacja - w tańcu orientalnym, jak jedno się rusza to drugie nie powinno ;-) nie nie umiem, ale mam nadzieję, że jeszcze w tym roku się nauczę, przecież pisałam, że strój będzie dla koleżanki.

Brahdelt pisze...

Bardzo lubię ten utwór, a sam taniec jest cudny, takie shimmy to marzenie! (przynajmniej moje! ^^) Jednak z rekwizytów najbardziej podoba mi się taniec z woalem a potem zills'y, laseczka jest taka bardziej kabaretowa.
Zajrzę do Mazideł, dziękuję za link, muszę zmienić krem na noc do twarzy, bo używam drogiego super nawilżającego Oil of Olaz, a on wcale super nie nawilża, a dodatkowo Robertowi jego zapach bardzo nie pasuje... ^^ (jest taki mydlany, hm...).

Herbatka pisze...

Ja woale lubię najmniej chyba, ale za to bardzo podobają mi się fanveile - takie woalo-wachlarze - zobacz tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=VNLf6FO0T9M A laseczka nie jest kabaretowa, raqs assaya to taniec ludowy z Górnego Egiptu, jest też męskie wydanie taniec z kijami (tahtib) taniec z laseczką miał być odpowiedzią kobiet na taki bardzo "wojenny" taniec z kijami i pokazuje "broń kobiecą" czyli urok, flirt i lekkość :-)) Mazidła polecam z całego serca - wieka baza danych, składniki dobrej jakości i świetna właścicielka, która jest skarbnica wiedzy przy okazji :-)

sprezyna pisze...

Joga jak sie domyślam ma byc pomocna w tych cudownych wywijasach a często będziesz uczęszczac na zajęcia?? :) Podczas oglądania tych filmów zawsze sie zastanawiam jak one to robią??? Tysiące godzin ćwiczeń i wytrwałość, naprawdę podziwiam... Jak myślisz trzeba mieć predyspozycje do tańca czy każdy się nadaje?????

Herbatka pisze...

Tak, głównie dla tańca ta joga - na początku (pół roku) 2 x w tygodniu (o ile wytrzymam ;-)no i w domu codziennie trzeba coś robić :-) Predyspozycje? - zależy do jakiego tańca tribal fusion jest na pewno trudny technicznie, ale klasyczny taniec brzucha i ATS jest IMHO dla każdego, pod warunkiem, ze słoń mu na ucho nie nadepnął i słyszy rytm :-) Sprawność ruchowa i elastyczność pojawiają się same, o ile regularnie ćwiczysz.

Zulka pisze...

Ten taniec jest zabójczy. Chciałabym umieć tak kręcić bioderkami :) A jogę polecam, działa wspaniale na całe ciało i umysł.