piątek, 18 kwietnia 2008

co było a nie jest, nie pisze się w rejestr

Skończyłam wreszcie DROPSika. To znaczy skończony to on by dawno, ale czekał na ostateczne zeszycie. Poświęciłam wczorajszy wieczór na tak fascynujące zajęcia, jak: przyszywanie guzików, mocowanie krawędzi dziurek od guzików, żeby się nie rozłaziły, zaszywanie wystających nitek i doszywanie rękawów. Zrezygnowałam tylko z szydełkowego wykończenia przy dekolcie, bo jakoś mi się w praktyce nie podobało. I jest i pięknie leży i talię w nim mam jakąś taką jak osa :-)Tylko pogoda dziś nie chciała współpracować, było ciemno niczym o zmierzchu niemal cały dzień, więc na zdjęcia będziecie musieli poczekać do niedzieli chyba, bo jutro sobota - czytaj dzień zabiegany na maksa ;-)
Miłego weekendu:-)

1 komentarz:

Laura pisze...

A pewnie,że poczekamy. W każdym razie ja cała w ślinotoku ;)