poniedziałek, 3 listopada 2008

owinięta w promyk słońca

Drugi dzień otacza nas gęsta mgła - nie narzekam, ta bardziej mroczna część mojej duszy aż piszczy z zachwytu. W mgle jest coś uspokajającego, tak litościwie otula brzydotę szarego, listopadowego świata, czyniąc z niego miejsce pełne tajemnic, znane krajobrazy stają się wielką niewiadomą, wieżowce wyrastają nagle, niczym szczyty górskie, prawie spodziewam się, że za zakrętem spotkam jakiegoś melancholijnego wampira, mgła owija się wokół rękawa mego płaszcza i szepcze mi do ucha - skręć tutaj, zobacz jak wszystko inaczej wygląda ;-)
A tak bardziej prozaicznie to staram się powykańczać różne zaczęte projekty. Efektem weekendowej dłubaniny jest szalik ze słonecznej Azteki:


Wzór ściągnęłam od Grumperiny. Mocno pasiasty wyszedł, miałam nadzieję, że przejścia kolorystyczne będą bardziej rozmyte, ale jest niezwykle optymistyczny i powinien stanowić dobre oręże w walce z zimową deprechą ;-) W kolejce czeka Mały Czerwony Kapturek, który wciąż nie ma rękawków. Tribalowa chusta chwilowo leży, choć powinnam się nią zająć - w sobotę mam warsztaty z ATS i chciałam w niej wystąpić. Poza tym jestem w rozsypce robótkowej - mam ochotę zacząć Camden i mam ochotę zrobić ten warkoczowy kabatek z Sandry Specjalnej. I się nie mogę zdecydować. Mam odpowiednią włóczkę do Camden i do kabatka chyba też. Kupiłam kiedyś u praskiej Marlen wełnę w przepięknym ciemnośliwkowym odcieniu. Zrobiłam z niej poncho, ale wzór był jakiś taki nieszczęśliwy, że w ogóle go nie noszę. Myślę o recyclingu włóczki i wykorzystaniu jej do kabatka sandrowego. Poza tym wymyśliłam kolejny własny model, wiem dokładnie co to ma być i jak ma wyglądać, Wybróbowałam wczoraj kilka włóczek i żadna się nie nadaje - wyobrażacie sobie ? Szafa pełna motków i nic się nie nadaje ;-P

6 komentarzy:

sekutnica pisze...

To straszne ... koniecznie trzeba isc cos kupic :)

Brahdelt pisze...

Och, tak! Potrafię sobie to dokładnie wyobrazić! *^v^* Ja dłubię Leśne Opowieści, ale też mnie znosi na boki i zerkam na różne inne projekty, ech...

vampiroknit pisze...

Fajne te paski na szaliku i wzór pierwsza klasa :)
A włóczki, choćby ich była tona, i tak nigdy nie pasują do aktualnego projektu ;)))), ale trzymaj się dzielnie i rób z tego co masz ;ppp

Pluszowo pisze...

Oj, potrafię to sobie wyobrazić aż za dobrze... Tylko, że ja mam tak ze szmatkami :)

Szczerze popieram ideę szalika jako remedium na zimowe smutki! Bardzo słoneczny Ci wyszedł :)

Laura pisze...

Vampiroknit dobrze prawi,nigdy nie ma w domu włóczki,która pasuje do aktualnego projektu ;).
A szalik cudo,wzór i kolor obłęd.
Zresztą,która z Twoich robótek nie jest obłędna...

persjanka pisze...

faktycznie sloneczny szalik ci wyszedl..radosny i optymistyczny..sam kolor bedzie grzal:))...a z tymi wloczkami to znak,ze trzeba cos kupic:))..pozdrawiam ania