wtorek, 31 lipca 2007

pesto!!!


Bazylia na balkonie wybujała straszliwie i aż się prosiła, żeby coś z nią zrobić. A nie ma nic lepszego niż makaron z domowym pesto :-) Postanowiłam przy okazji wypróbować przepis z "Kuchni Leonarda Da Vinci", którą delektuję się od jakiegoś czasu. Oryginalna receptura przewiduje następujące proporcje:

60 g świeżych liści bazylii
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
2 łyżki orzeszków piniowych
2 ząbki czosnku, obrane
1/2 szklanki utartego sera parmigiano-reggiano
2 łyżki utartego sera pecorino romano


U mnie wszystko trzeba było pomnożyć x 2,5, bo bazylia się naprawdę udała ;-) Modyfikacje objęły użycie blanszowanych migdałów zamiast orzechów piniowych (z musu, nie mogłam kupić pinii w sklepie, ale bardzo dobrze się sprawdziły) oraz bazylię - moja była odmianą cynamonową. W sumie bardzo dobrze się to zgrało, bo delikatny aromat cynamonu o dziwo nie wadził w pesto, a mnie przypominał cały czas o tym, że w renesansie Włosi dodawali tej przyprawy niemal do wszystkiego.

Przygotowanie było bajecznie proste - wszystko do miksera i miksowałam tak długo, aż masa nabrała niemal kremowej konsystencji. Niestety musiałam użyć tej "barbarzyńskiej" metody, bo nie posiadam moździerza, a z resztą i tak by mi się nie chciało ;-)


Efekt końcowy mnie zadowolił - teraz mam tylko dylemat - czy zjeść od razu, czy zamrozić, aby w długie, ciemne, zimowe dni móc się cieszyć odrobiną słońca zamkniętą w pesto.

4 komentarze:

opakowana pisze...

ja bym zjadla, udajac, ze odkladam do schowania do zamrazarki, znaczy bym podjadala az bedzie tak malo, ze nie warto mrozic.......

Herbatka pisze...

hre, hre - cudowna taktyka ;-P

anavilma pisze...

W razie jesli ten problem nie zostanie rozwiazany, jestem sklonna podac swoj adres pocztowy ...

Herbatka pisze...

too late ;-PPP pożarliśmy