środa, 14 listopada 2007

sposób na czerwonego drania


Poczułam się persefonicznie i kupiłam sobie granat. Po przekrojeniu ukazało się tak piękne wnętrze, że przez dłuższą chwilę wgapiałam się w nie z nabożeństwem z jakim dziecko po raz pierwszy ogląda kościelne witraże. No piękny był. Ten granat. I wredny strasznie, drań. Po zaatakowaniu łyżeczką jego krwistoczerwony sok znalazł się wszędzie, na mnie, na meblach, na ścianach. Kuchnia wyglądała jakby sobie w niej wampiry poszalały ;-P Ale i tak go zjadłam, całego, do ostatniej pestki. Czy to znaczy, że przyjdzie mi teraz spędzać cały rok w podziemiach? ;-)

Czy ktoś zna inteligentny sposób na kulturalne zjedzenie granatu?

5 komentarzy:

opakowana pisze...

Nie wiem, co i jak, ale wcielo mi pierwszy komentarz.....hhhhmmmm
no wiec - traktowac granata nad glebokim sitkiem, mozna jeszcze calosc przykryc scierka. pestki ubrac w woreczek z gazy, jak za bardzo sok pryska i maltretowac w sitku, albo je po prostu zjesc lyzeczka.
Z obrazka wyglada, ze masz wersje bliskowschodnia granata - czerwiensza i bardziej kwasna, hiszpanskie sa bledsze i slodsze (nieco).
Nasza Kasia zrobila SWIETNE lody z granata (na smietanie).
Mozna sok z granata (albo syrop grenadine) dodawac do cavy.
Nie wiem, czy pomysly sa wystarczajaco inteligentne ;P

Herbatka pisze...

są :-) granat był pyszny - perfekcyjna równowaga między kwaskowatym a słodkim smakiem. Ścierka, sitko, maltretować - zanotowałam.

Anka pisze...

Dawno nie jadlam. Pamietam, ze dawno temu jak uparlam sie, zeby jesc lyzeczka, to robilam to w wanie. Musialo przekomicznie wygladac. Teraz kroje na pol i "obieram" czesci niejadajne tak, a ziarenka wrzucam do miseczki.

Herbatka pisze...

aaa - też dobre, ale patent z wanną - niedościgły ;-P

Art. pisze...

sprobuj tak
http://thym-thym.blogspot.com/2007/11/pomegranate-grenade.html

;-)